Bajka o dwóch nieposłusznych myszkach

Za domami, za ulicami, na skraju wielkiego mieszkania, w całkiem przestronnej norce żyła sobie mysia rodzina. Nie była to typowa mysia rodzina wielodzietna, o nie, liczyła sobie tylko troje potomstwa – w tym jedno nieudane, dlatego od pierwszych dni wyznaczono mu rolę popychadła. Dorodne rodzeństwo nie szczędziło mu szturchnięć ogonkami, kuksańców łapkami, a nawet podbierało większą część posiłków, co sprawiło, że one rosły w siłę, a nieudacznik stawał się coraz bardziej cherlawy. Nie miał też ochoty na najprostsze mysie figle. Najczęściej zaszywał się w jakiś ciemny kąt i siedział tam bez ruchu, jak mysz pod miotłą właśnie. Rodzice, dumni z dwóch tłuściochów, nie zwracali na to uwagi, dopiero po pewnym czasie, gdy rozbestwiona młodzież zaczęła już im skakać po łebkach, zdecydowali się zastosować poprawne metody wychowawcze. Nic z tego, myszki nie słuchały poleceń rodziców, a co gorsza, natychmiast zatykały oczka łapkami i piszczały wniebogłosy – „nie ma mnie”! Hmm, zupełnie jak dzieci. Gdy konflikty zaczęły się mnożyć w zastraszającym tempie, a niemłodzi rodzice nie byli już w stanie spełniać coraz to bardziej wygórowanych oczekiwań dziatwy, postanowiły one, niepomne ostrzeżeń całego mysiego klanu tudzież starszyzny z sąsiednich norek podmieszkaniowych, opuścić rodzinę i poszukać wielkiego szczęścia, gdyż mniemały, iż zasługują na lepszy los niż wszystkie myszy tego świata. Tata mysz załamał łapki i z rozpaczy wyskubał sobie z ogona trzy ostatnie, posiwiałe włosy, mama myszka o mało nie dostała apopleksji – uszka obwisły jej zupełnie. Lecz w zamian za to usłyszeli tylko zarozumiały chichot i zobaczyli ironicznie wyszczerzone ząbki. Ten złośliwy grymas pozostał im na długo w pamięci, tym bardziej, że wzmocniony został widokiem całkowicie opróżnionej spiżarki.
Widmo głodu czaiło się tuż-tuż.

Tymczasem dwie myszy wdrapały się na poręcz schodów, beztrosko zjechały po niej w dół, a tam, jak wystrzelone z katapulty, wylądowały w ciemnym ogrodzie. Nawet nie miały czasu dobrze się pozbierać, a już zaczęły trząść wąsami ze strachu, bo doprawdy, takie odgłosy były im nieznane. Naokoło szeleściło coś niebezpiecznie, ogromne cienie zdawały się wyciągać w ich kierunku zachłanne, ciemne łapska, wysoko ponad łebkami piszczało coś zgoła niemysim piskiem.
Dziwny, straszny świat.
Być może wróciłyby natychmiast, gdyby nie zauważyły dziwnej postaci siedzącej na kamieniu.

– Heeeej – zawołała postać schrypniętym głosem. – A gdzie to tak pędzicie?
– Chcemy poszukać szczęścia w szerokim świecie – oznajmiła jedna z myszek. – A kim ty jesteś?
– Jestem szczurek Anastazy, eee… i już dawno, eee… znalazłem szczęście. Widzicie moją wędkę? Łowię nią, eee… spadające gwiazdy. Sporo już ich nałowiłem, eee… to moje zabezpieczenie na stare lata.

Myszki zachichotały gwałtownie, chociaż zaciekawiło je, po co szczurkowi tyle gwiazd i do tego spadających.
– A co z nimi robisz? Przecież najeść się nimi nie można.
– Och, wy, głupie – rozsierdził się szczurek. – Całe życie siedziałyście pod jakąś podłogą, to i nie macie pojęcia, jakie cuda dzieją się na świecie. Spadające gwiazdy spełniają każde życzenie. Nawet nie wiecie, ile bogactw zgromadziłem już w mojej norce, ale co tam będę wam, głuptasom, o tym opowiadał. Najważniejsze, że tylko ja posiadam czarodziejską wędkę i tylko ja mogę je złowić.
– Odsprzedaj nam ją, damy ci całe nasze zapasy, zabrałyśmy wszystko, co tylko dało się zabrać ze spiżarni naszych rodziców! – wrzasnęły zgodnie myszki, spoglądając łapczywie na wędkę.

Szczurek najpierw się oburzył, potem zaczął trochę narzekać, aż w końcu, okazując wyjątkową wspaniałomyślność, oddał im wędkę, i zabierając w zamian dwa tobołki pełne skrawków słoniny, sera i ziaren słonecznika, zniknął tak szybko, jakby się zapadł pod ziemię.
A myszki zasiadły na kamieniu i zaczęły łowić.
Łowiły, łowiły i dopiero po siódmej nocy, zziębnięte i osłabione z głodu zrozumiały, jak bardzo dały się nabrać.

Gdyby była to normalna bajka, pewnie wróciłyby, niczym marnotrawne dzieci do domu, a ich przedsięwzięcie szukania szczęścia stałoby się im przydatną nauką. Nic z tego. Do domu wróciły jak gdyby nigdy nic, z tym, że przymusowa dieta przyczyniła się do zrzucenia nadwagi.
Jedyne, co okazało się bajkowe to fakt, że rodzinna norka znajdowała się pod podłogą braci Grimm, a nieudacznik, który siedząc w swoim ciemnym kącie miał sporo czasu na wymyślanie historyjek, podpisał z nimi umowę i właśnie kończył pisać bajkę o Kopciuszku.

Przeczytaj inne wirtajki

Dodaj komentarz

Zmień rozmiar czcionek