Księga Wspomnień Myszy

Grudniową nocą Mysz wracała pustą uliczką miasteczka do domu. Było ciemno, zimno i głucho. Zmarznięta i głodna z trudem przeciskała się przez śniegowe zaspy, dźwigając worek codziennych kłopotów. Zima dla myszy to niełatwy czas. Aż tu nagle, w oknie znajomej kamienicy zobaczyła nikłe światełko. To Zosia, ani przez chwilę nie miała wątpliwości. Mała dziewczynka stała z noskiem przylepionym do szyby, blada buzia ociekała łzami. To rzadki widok, chyba coś ważnego nie pozwala dziecku zasnąć, domyśliła się zmartwiona. Od czego są przyjaciele, muszę pędzić na ratunek. Drogę na poddasze znała bardzo dobrze. Długi skok w ukrytą pod śniegiem dziurę, potem jeszcze kilka susów po krętych drewnianych schodach i już stała pod dziecięcym pokojem. Zza drzwi, mysich uszu doszedł szept Zosi:

– Dziadku, tak bardzo chcę się do ciebie przytulić, widzę twoją twarz, siwe wąsy, które drapały policzki, gdy całowałeś mnie na dobranoc. Nie opuścisz nas, prawda? Nigdy, przenigdy tego nie rób.
Mysz uświadomiła sobie, że nie wolno jej zostawić strapionej dziewczynki. Delikatne zapukała w przymknięte drzwi, zza których rozległ się przestraszony głosik:

– Eustachy, czy czekamy na kogoś?

Pluszowy miś niestety milczał jak zaklęty. Po minucie pukanie powtórzyło się, tylko głośniej. Zosia bała się, nawet bardzo, ale po chwili namysłu, mocno przytulając pluszaka, złapała za klamkę. W progu stała Mysz. Oczy dziecka zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.

– Witaj, Zosiu, zapewne nie spodziewałaś się mnie o tak późnej porze. Akurat przechodziłam w pobliżu i zaciekawiło mnie światełko w twoim oknie. Postanowiłam sprawdzić, czemu jeszcze nie śpisz – wyrzuciła jednym tchem, zdejmując z głowy mokry filcowy kapelusz.

Usta dziewczynki wygięły się w podkówkę, a broda zaczęła drżeć od płaczu.

– Zosiu, widać po tobie, że coś cię gnębi.

– To prawda. Okropnie się boję o dziadka Teodora, jest bardzo chory. Ma sześćdziesiąt lat, chyba nie umrze?

– Dziecko, skąd takie niemądre myśli?

Mysz wskoczyła Zosi na kolana i pogłaskała dziewczynkę po zapłakanym policzku. Siedziały przytulone przez dłuższą chwilę, wreszcie łzy przestały płynąć. Mysz poruszyła z zadowoleniem wąsem, ale było widać, że jeszcze coś ją trapi, bo nie mogła usiedzieć na miejscu. Niebawem, z dziwną miną, zaczęła kręcić się po pokoju, zaglądając we wszystkie kąty. Włączyła stojącą na szafce nocną lampkę i już po chwili, bez pytania nurkowała w przepastnej szufladzie biurka. Nim Zosia zdążyła zareagować, Mysz wyciągnęła grubą księgę.

– Założę się, że nie czytałaś…
Zosia nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa, po chwili zebrała się jednak na odwagę.

–  Pierwszy raz ją widzę. Odkąd mam komputer, czytam tylko tyle, ile muszę, nie chce mi się robić niczego innego. Książki są nudne i jedna podobna do drugiej.

Pyszczek Myszy przybrał kwaśny wyraz, jakby nie wierzyła, że Zosia mówi poważnie.

– I w tym całe nieszczęście – westchnęła. – Już późno, wzywają mnie obowiązki. Nie pora na pogawędki. Ale zapewniam, że wkrótce się spotkamy – dodała, machając łapką na pożegnanie.

Zawstydzona dziewczynka próbowała znaleźć coś na usprawiedliwienie, ale Mysz zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

– Muszę ochłonąć, to jest zbyt dziwne… – Jeszcze Zosia nie skończyła zdania, gdy w pokoju rozległy się tajemnicze dźwięki. Z każdą minutą stawały się coraz wyraźniejsze. Firanki zaszeleściły, jakby poruszane wiatrem, który nie wiadomo, skąd się wziął. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nie jest sama w pokoju. Przerażona chciała uciec do mamy, ale nie mogła ruszyć się z miejsca. Tajemnicza siła przykuła stopy do podłogi. Porzucona przez Mysz książka zsunęła się z biurka. Zosia kątem oka omiotła jej obwolutę. Księga Wspomnień Myszy? To jakiś żart? Na pięknej, jaśniejącej dziwnym blaskiem okładce widniał starannie wykaligrafowany napis o dużych, złotych literach. Ze środka księgi niespodziewanie wystrzeliła smuga białego dymu, strony zaczęły się przewracać i powietrzem wstrząsnął głuchy huk. Kolorowy wir obrócił dziewczynkę wokół własnej osi, jakaś potężna siła uniosła ją pod sufit. Lot skończył się miękkim upadkiem.

Strony: 1 2 3

Dodaj komentarz

Zmień rozmiar czcionek