Leon i wielka wpadka

Strona główna » Bajki dla dzieci » Leon i wielka wpadka

Nagle krzew zadrżał. Antoni zatrzymał się i na chwilę schował głowę do skorupy. Czekał, aż tajemnicze drżenie ustanie. Kiedy wychylił się z powrotem ze swojej kryjówki, Leoś zszedł trochę niżej.

– Antoni, czy ty to widzisz? Tam w dole? – Pajączek zauważył czerwony kształt migoczący wśród liści.

– Nie wiem, Leosiu, moim zdaniem powinniśmy… – chciał się wtrącić ślimak, ale zaciekawiony pająk nie zwracał już uwagi na słowa kolegi.

– Słuchaj, Antoni. Teraz albo nigdy. To chyba tam są najpiękniejsze, najbardziej czerwone owoce – powiedział, wskazując na coś ogromnego i czerwonego jak zachodzące słonko, co znajdowało się pod krzakiem. – Musimy się tam dostać

– Ale Leosiu, jak? – zapytał ślimak.

– Skaczemy – rzucił krótko pająk i pociągnął przyjaciela za sobą.

Chlaps! Antoni z głośnym mlaśnięciem oderwał się od liścia i poszybował za kolegą wprost do czerwonej miski, wypełnionej w połowie porzeczkami. Na szczęście nić, którą Leoś przyczepił ich do gałęzi, wytrzymała ciężar. Pajączek i ślimak łagodnie wylądowali na owocach. Wtedy zrywająca porzeczki gosposia zabrała miskę z ziemi i zaniosła ją do kuchni.

– Trzymaj się mnie! – zawołał Leoś, próbując wraz z Antonim utrzymać równowagę na śliskich czerwonych kulach.

Wreszcie miska stanęła w kuchennym zlewie, a z góry, wprost na przyjaciół, polał się strumień wody. Przerażony Antoni szybciutko schował się do skorupy i dryfował wśród suchych listków i małych gałązek na powierzchni mytych owoców, głośno ubolewając:

– Leosiu, zaraz się potopimy. Już po nas… Ale wpadka…

Leoś szybciutko zaczepił pajęczynę o czerwoną ściankę miski i wskoczył na skorupę Antoniego, przytwierdzając do niej drugi koniec nici. Gospodyni tymczasem starannie umyła owoce, a brudną wodę zlała do wiadra. Chlust! Pająk kolejny raz zarzucił lasso z pajęczyny i razem ze skorupą Antosia wylądował bezpiecznie na powierzchni wody. Kiedy gospodyni wrzucała owoce do garnka, zapukał do przyjaciela.

– Antoni, wyjdź choć na chwilę i zobacz, co się dzieje – powiedział, wdrapując się na brzeg wiadra.

– Ja się boję, Leosiu – wyszeptał z płaczem ślimak.

– Nic się nie martw, usiądziesz sobie na brzegu i nawet się nie zamoczysz. – Leoś dodawał odwagi Antoniemu, siedząc na brzegu wiaderka.

Wreszcie zaciekawiony ślimak wyjrzał zza krawędzi naczynia.

– Czujesz, Antoni? Jaki zapach… – mówił pajączek, przymykając z rozmarzeniem oczy.

Gospodyni mieszała w garnku pyszną, posłodzoną konfiturę, której aromat roznosił się daleko poza kuchnię.

– Rzeczywiście, Leosiu, pięknie pachnie. Cóż to takiego?

Strony: 1 2 3

Dodaj komentarz

Zmień rozmiar czcionek