Miś Staś i przyjaciele

Strona główna » Bajki dla dzieci » Miś Staś i przyjaciele

Opowieść dedykuję moim przyjaciołom –
przedszkolakom z Mostek i pani Kasi

(Posłuchajcie opowieści o różowym misiu, który marzy o pójściu do przedszkola. O tym cudownym miejscu, pełnym pięknych, kolorowych zabawek, opowiedziała mu sześcioletnia Gabrysia. Odtąd Staś myśli tylko o jednym, aby przyjaciółka zabrała go tam ze sobą. Chwile oczekiwania umila misiowi mały, różowy samochodzik – prezent od Gabrysi i jej cioci.)

Miś marzy o przedszkolu

– Nie mogę już się doczekać! – powiedział z tęsknotą w głosie Staś, spoglądając na wypchany po brzegi plecak. – Po prostu nie mogę… Nie mogę i już! – powtórzył kilkakrotnie i zaróżowił się po same uszy.

Taki różowy miś wygląda przepięknie, przypomina trochę smaczną, soczystą malinę albo różyczkę pachnącą latem. Patrząc w jego czarne oczy, nie sposób nie uśmiechnąć się – tyle w nich iskierek, chyba więcej niż gwiazd na niebie, błyszczą i skaczą radośnie.

Musicie wiedzieć, że Staś był jeszcze malutkim misiem, malutkim i bardzo niecierpliwym, a takie malutkie, niecierpliwe misie nie potrafią czekać zbyt długo na coś, co obiecano im przed tygodniem. To właśnie wtedy pani Ania, ciocia Gabrysi, powiedziała:

– Stasiu, za tydzień pójdziemy do przedszkola, ale wcześniej spakujemy do plecaka wszystkie potrzebne rzeczy.

Zaczęło się pakowanie. Miś dobrze pamiętał towarzyszące tej czynności milutkie łaskotanie w brzuszku. Serduszko biło mu mocno, prawie tak mocno jak wtedy, gdy po raz pierwszy wyjrzał przez okno i zobaczył fruwające nad kwiatami barwne motyle.

– Wokół jest tak ciekawie i kolorowo – westchnął z rozmarzeniem. – Świat musi kryć w sobie wiele tajemnic.

Gabrysia przyniosła mięciutką poduszkę i kołderkę, na których były namalowane owieczki śpiące na błękitnych obłokach.

– To dla ciebie, misiu – powiedziała z uśmiechem, pakując rzeczy do plecaka. – Podusia i kołderka zamieszkają z tobą w przedszkolu.

Ojej, jakie słodkie, pomyślał miś, przyglądając się pyszczkom śpiących owieczek. Kiedy się na nie dłużej patrzyło, miało się nieodpartą chęć, aby wskoczyć pod kołderkę, przytulić głowę do mięciutkiej podusi i smacznie pospać. Stasiowi ten pomysł bardzo się spodobał. Już zmrużył oczka z zamiarem ucięcia sobie krótkiej drzemki, gdy do pokoju weszła pani Ania.

Uśmiechnęła się tajemniczo i postawiwszy przed misiem małe, błękitne pudełko ze srebrną kokardką, obwieściła:

– Niespodzianka! Prezent ode mnie!

– I ode mnie! – dodała Gabrysia, pociągając za obie końcówki kokardy.

– Upominek od nas! – zawołała ze śmiechem pani Ania i zdjęła wieczko z pudełka. – Żeby miło ci płynął czas w przedszkolu, a każda chwila była jak zaczarowana, pełna szczęścia i dobrej zabawy!

Niespodzianka? Ojej, prezent dla mnie? Miś ze wzruszenia zaróżowił się jeszcze bardziej. Łaskotanie w brzuszku stało się o wiele silniejsze i bardzo, bardzo milusie. Chciał coś powiedzieć, podskoczyć z radości, ale jak wiecie maskotki w obecności ludzi nie mogą ani mówić, ani się poruszać. To zasada, którą od wieków przestrzegają wszystkie zabawki. Westchnął więc tylko cichutko, tak, żeby nikt nie usłyszał i jak zahipnotyzowany zaczął śledzić dłoń pani Ani, która niczym łódź podwodna zanurkowała w błękitnym pudełku.

Każdy lubi dostawać prezenty. Ten był jednak wyjątkowy. Staś po prostu oniemiał na jego widok. Nigdy w życiu nie widział takiego cudeńka! Cudeńko miało cztery koła z polerowanymi felgami, śliczną, błyszczącą w słońcu, różową karoserię, drzwi w kolorze kości słoniowej, światła w błękitnym odcieniu i posrebrzane zderzaki. Było niewiele większe od misiowej piąstki.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22

Dodaj komentarz

Zmień rozmiar czcionek