Skrzat i Iskierka

Zapadał zmrok. Ogołocone z liści wysokie drzewa pięły się ku niebu. Powiewał lodowaty wiatr. Pod butami drwala skrzypiała gruba warstwa śniegu. Z jego osłoniętych szalikiem ust raz po raz wydostawał się obłoczek pary, a ciężka siekiera co chwilę spadała z hukiem na kolejne polano. Gdy wielkość pryzmy drewna wreszcie go usatysfakcjonowała, załadował całość na sanie. Polał wodą z cebrzyka ognisko, które ogrzewało mu cały ten czas plecy, wskoczył na pojazd i pogonił batem konia. Po chwili sanie zniknęły w białej kurzawie, a na wygaszone ognisko zaczęły spadać pierwsze tej nocy płatki śniegu. Z boku zostało jeszcze parę żarzących się coraz słabiej zwęglonych gałęzi.

Nagle z dogasającego drewna wyskoczyła na śnieg pojedyncza iskierka. Pierwszy raz znalazła się poza ogniskiem. Przetarła rączkami oczy i rozejrzała się dokoła. Widziała tylko ciemność nocy i dym unoszący się z jej dawnego, zimnego domu. Posmutniała. Ledwie znalazła się w innym świecie, a już odkryła, że nie ma gdzie wracać.

– Jak zimno! – szepnęła do siebie i roztarła maleńkie dłonie.

Roztaczała wokół siebie delikatne ciepło i światło, rozjaśniające trochę okalający ją mrok. To już było coś. Ruszyła przed siebie. Płatki śniegu topniały, spadając na jej główkę, zwieńczoną płomienistą fryzurą. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Być może gdzieś w tym zimnym, nowym świecie znajdzie się dla niej jakieś miejsce, w którym będzie mogła na nowo tańczyć ze swoimi siostrami w żarze i gorącu płomieni?

Na gałęzi siedziały dwie nastroszone wrony. Widząc znajdujące się na dole światełko i iskierkę drepczącą po śniegu, podniosły rwetes.

– Kraaa! Kraaa! Ludzie nie wygasili dobrze ogniska! Iskra poszła! Kraaa! Będzie pożar!

Iskierka przestraszyła się głośnych wrzasków. Nie rozumiała, dlaczego wrony na nią krzyczą. Czyżby faktycznie mogła wyrządzić komuś krzywdę? Na wszelki wypadek postanowiła starannie omijać wszelkie opadłe liście i gałęzie, żeby nic nie zaczęło się tlić od jej gorąca.

Spomiędzy pobliskich krzaków wybiegła zwinna kuna. Chwilę wgapiała w iskierkę swoje paciorkowate oczka.

– Wrony miały rację! Iskra poszła! Idź sobie, potworku! Nie chcemy pożaru w naszym lesie!

Iskierka naprawdę nic z tego nie rozumiała. Nie była do końca przekonana, że jest na tyle gorąca, żeby wywołać wielki ogień, lecz szybko się oddaliła, bo kuna zaczęła rzucać w nią kamykami.

– Żebyś tak zgasła, cudaku! Kraa! – dodała swoje trzy grosza jedna z wron.

Iskierka zaczęła biec. Nie sięgnął jej żaden z rzuconych przez kunę kamieni, ale i tak trzymała się za głowę, jakby właśnie oberwała. W końcu przysiadła pod małym zeschniętym krzakiem. Objęła ramionami podkurczone nogi i zapłakała cicho. Była całkowicie sama. Każda napotkana istota widziała w niej zagrożenie. Może rzeczywiście tak było? Może niepotrzebnie wydostała się z dogasających płomieni do tego drugiego świata? Nie chciała nikogo skrzywdzić. Może lepiej będzie, gdy przysypie ją śnieg i do końca wystudzi? Wtedy zniknie i przestanie komukolwiek wadzić…

Strony: 1 2 3 4 5

Dodaj komentarz

Zmień rozmiar czcionek