„Ucieczka żółtej kredki” z cyklu „Bajki z piórnika”

Strona główna » Bajki dla dzieci » „Ucieczka żółtej kredki” z cyklu „Bajki z piórnika”

Stała się rzecz straszna. Otóż żółta kredka pokłóciła się z koleżankami i uciekła z piórnika. Podczas przerwy, gdy wszystkie dzieci poszły się bawić na szkolnym korytarzu, najzwyczajniej w świecie otworzyła zapięcie pudełka, wyskoczyła na blat ławki, potem stoczyła się na podłogę i poturlała do wyjścia. Poszło o kolejność ułożenia w opakowaniu. Żółta kredka zawsze leżała obok czerwonej. Nie ukrywam, że razem tworzyły zgraną parę.

Niestety, pewnego dnia pod nieobecność żółtej kredki niebieska zajęła jej miejsce. Stało się to podczas lekcji plastyki. Akurat Ada rysowała stado niesfornych piskląt, uganiających się po podwórku za ziarnkiem kukurydzy. Potem zwinnym ruchem nakreśliła na niebie promienne słońce, a w ogrodzie kilka dorodnych słoneczników. Kredka zmęczyła się i trzeba było naostrzyć jej rysik. Gdy dziewczynka odłożyła ją w końcu do pudełka, okazało się, że w ułożeniu kolorów zaszła zmiana. Niebieska kredka bez żenady rozmawiała z czerwoną, a tamta śmiała się w najlepsze, nie zwracając uwagi na dawną sąsiadkę. Żółta musiała położyć się obok czarnej, a tej nikt z piórnika nie znosił ze względu na jej wiecznie ponury nastrój. Nigdy się nie uśmiechała, z byle powodu marudziła, jednym słowem, wszystko widziała w czarnych barwach. Jawna zdrada przyjaciółki zraniła wrażliwe serduszko Żółtej i to chyba właśnie wtedy zrodził się w jej umyśle pomysł ucieczki. Zazdrość potrafi zaślepić. Bywa też przyczyną nieszczęścia, dlatego gdy tylko zakiełkuje w sercu, trzeba pozbyć się jej jak najszybciej. Inaczej rozrośnie się niczym chwast i zagłuszy inne uczucia. Żółta kredka o tym nie wiedziała. Jeszcze chwila, a poczerwieniałaby z zazdrości na widok przyjaciółki rozmawiającej z Niebieską. Kiedy toczyła się po podłodze, była tak bardzo wściekła, że nie spostrzegła zagrożenia. Otóż pani woźna, robiąc porządki, zmiotła kredkę na wielką szuflę i powędrowała z nią do kontenera na śmieci.

— Aaaaaaaaa! — zawołała Żółta, podskakując. — Niedobrze mi! Proszę mną tak nie potrząsać! Mam delikatny rysik, łatwo go złamać!

Pani woźna nie znała jednak języka kredkowego. Co więcej, nawet nie spojrzała na uciekinierkę. Szła dziarskim krokiem, aby jak najszybciej uwinąć się ze sprzątaniem i na czas nacisnąć srebrny przycisk wzywającego dzieci na kolejną lekcję dzwonka. Żółta kredka na pewno trafiłaby na wysypisko śmieci, gdyby nie pani Anna, która dostrzegła ją akurat wtedy, gdy pani woźna wychodziła z klasy.

— Pani Jadziu, a co to tak żółci się na szufli? Promyk słońca? — zapytała z uśmiechem.

Chwilę później uszczęśliwiona kredka siedziała w mięciutkiej kieszeni koszuli, z zachwytem przyglądała się swojej wybawczyni i wzdychała:

— Ach, nazwała mnie Promykiem Słońca! Czyż to nie brzmi pięknie?

Była uratowana, a na dodatek mogła oglądać świat z wysoka. Urzeczona, obserwowała każdy szczegół. Słoneczny czerwcowy dzień kipiał różnorodnością kształtów, dźwięków i barw. To, co kredka zobaczyła na szkolnym podwórku, przypominało rysunki Ady. Po ogrodzeniu oddzielającym boisko od gospodarstwa pani Krysi spacerował czarny kot. Pewnie stawiał łapy, przymilnie miaucząc. Obok stał biały kogut, stroszył pióra, dumnie się puszył i piał donośnie, aż grzebień raził w oczy czerwienią. Po płocie wił się pęd żółto-pomarańczowych nasturcji, każdy kwiat wychylał ku słońcu płatki. W tle majaczyły ciemnozielone krzewy porzeczek.

Strony: 1 2 3 4

Dodaj komentarz

Zmień rozmiar czcionek